Opowieści zbójnickie

By Krzysztof Kufel lipiec 02, 2019 140

Chociaż dzisiaj prawdziwych zbójników już nie ma, to są ludzie - pasjonaci, którzy starają się zachować i promować pamięć o zbójnickiej historii i tradycji, która nierozerwalnie związana jest z naszymi Beskidami. O tym, czym różnił się zbójnik od zbója, kto najczęściej parał się zbójnickim rzemiosłem opowie Krzysztof Kufel -  hetman zbójnickiej kompanii Beskidnicy.

ks.Tischner w kazaniu wygłoszonym pod Turbaczem w 1987 r.

  …zbójnik to nie był zwycajny rabuś. Zbójnik mioł siłe, mioł śmiałość i uzywoł ik po to, coby równać swiat. Zbójnik to był cłek wolny. To jakby był nosiciel ludzkiej ślebody. Nosili zbójnicy ludzkom ślebode po tyk górach. To prowda, że casem tej swej siły uzywoł źle, na przemoc odpowiadoł przemocom i za to zbóników nie kwolimy, ale kwolimy ik za to ,ze nosili ludzkom ślebode, ze umieli tom ślebode cenić, ze jom sanowali ponad zycie. I tymu wej o zbójnikach tak śpiywomy: nie wstydźcie się ludzie ,mocie zbója w rodzie, zbójnik pudzie w niebo na samiućkim przodzie…

Aby zacząć swoje zbójnickie opowieści, muszę cofnąć się do XVI wieku, kiedy to pojawiły się pierwsze wzmianki o zbójnickim fachu na terenach naszych Beskidów. O zbójnickim napadzie w okolicach Żywca w swoim dziele “O różnych rzeczach i gadaniach nowych w Sarmacji” wspomina Jan z Pilzna. Jest rok 1529.

Zbójnictwo nierozerwalnie wiąże się z dziejami i kulturą Karpat, zaś genezy jego powstania należy doszukiwać się zarówno w sprzyjających warunkach geograficznych, uwarunkowaniach społecznych, gospodarczych i historycznych. Zbójnickie rzemiosło narodziło się z chwilą, gdy na terenach zamieszkałych przez górali wprowadzona została gospodarka folwarczno-pańszczyźniana. Miało to miejsce końcem XV i na początku XVI stulecia (1471 r.), kiedy to król Kazimierz Jagiellończyk przekazał Ziemię Żywiecką rodzinie Komorowskich. Od tam-tej pory przez ponad 300 lat, aż po wiek XIX “zbójnictwo” stało się na tamtych ziemiach jedynym, skutecznym środkiem walki z uciskiem i wyzyskiem.

Ważną rzeczą jest, aby rozróżnić i oddzielić od siebie dwa, często mylone pojęcia: „rozbójnictwo„ od „zbójnictwa”. To pierwsze istniało jeszcze przed XVI wiekiem i odnosiło się do band rycerzy, którzy grabili i rabowali wsie i miasteczka (za przykład może posłużyć Katarzyna Skrzyńska, która wraz z mężem swoją warownię miała w zamku, na górze Grojec koło Żywca), zaś „zbójnictwo” to forma walki przeciw wyzyskowi feudalnemu, powstałemu na Żywiecczyźnie za rządów Komorowskich (którzy mieli się przyczynić do ukrócenia rozbójnickiej działalności Skrzyńskich). W kulturze ludowej zbójnictwo jest wyraźnie odróżnione od zwykłego bandytyzmu. O ile to pierwsze uważa się za godne mężczyzny zajęcie, to drugie zdecydowanie się potępia. Tak więc zbójników, którzy łączyli się zazwyczaj w: kompanie, familie, bursy, czy też towarzystwa zbójnickie określano często mianem: chłopców, dobrych chłopców, zbijaków, siuchaji i czornych chłopców. Uprawianie procederu zbójnickiego to w gwarze góralskiej chodzenie za bucki, zbijanie lub pójście na zbój. Na czele kompanii stał starszy bądź kapitan, a na Żywiecczyźnie - hetman.

Zbójnickie kampanie rekrutowały się głównie spośród najbiedniejszych chłopów, dla których podjęcie zbójnickiego rzemiosła było często koniecznością, wynikającą z sytuacji społeczno-ekonomicznej w jakiej żyli. Znane są jednak przypadki, że “zbójnickim” fachem zajmowali się mężczyźni z bogatych rodzin, jak chociażby Ondra Szebesta, syn wójta, późniejszy hetman zbójnicki Ondraszek. Wśród zbójników można było znaleźć także synów baców, foluszników, czy ludzi piastujących we wsi różne urzędy. Zbójnictwo traktowali oni często jako rodzaj inicjacji, czynnik podnoszący dodatkowo ich społeczny prestiż np. w kompani Romana z Krzyżówek był młynarz z Roztok, z grupą zbójnika Sokoła (sądzonego w 1595 r. w Sanoku) chodził sołtys z Dębowa, z kolei w czasie procesu w Nowym Sączu przed sądem stanął sołtys z synem - zbójnicy Grzegorz i Krzysztof Dzielcy z Działu. W zbójnickich familiach można było także doszukać się przedstawicieli rzemieślników, studentów, drobnej szlachty, a niekiedy także niedoszłych duchownych (w napadzie na dwór w okolicach Sanoka brał udział Jurek pop z Jasienia i jego syn Iwan, proces 12.10.1607).

Najczęściej wszyscy oni trafiali do zbójnickich kompani uchodząc przed wymiarem sprawiedliwości lub na skutek wyobcowania ze swojego środowiska. Znajdujemy przykłady źródło-we wskazujące, że były to także akty zemsty ludzi pokrzywdzonych przez szlacheckich panów gruntowych, przy czym w grę wchodziło pozbawienie poddanych lepszych gruntów, zawyżenie obciążeń feudalnych, a także sprawy osobiste, jak uwiedzenie żony, pohańbienie córki czy doprowadzenie do śmierci członka rodziny. Gdy ktoś decydował się na dołączenie do zbójnickiego towarzystwa, jego poprzedni status społeczny tracił swoje znaczenie. Stawał się on członkiem nowej grupy, rządzącej się swoimi prawami i posiadającej swoje autorytety. Należy jeszcze wspomnieć o obowiązku służby wojskowej w okresie rozbiorów. Służba w armii monarchii austriackiej trwała kilkanaście lat, stąd często młodzi ludzie masowo albo przed poborem, albo już po wcieleniu do armii, uciekali w las i zasilali zbójnickie kompanie. Jako dezerterzy nie mieli bowiem możliwości powrotu do swojej wsi.

Na dzisiaj to wszystko. W kolejnym wydaniu opowiem o tym, jak ubierali się zbójnicy i co najczęściej lubili jeść.

Ze zbójnickim pozdrowieniem Krzysztof Kufel - Prezes Stowarzyszenia Zbójników BESKIDNICY

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany wtorek, 02 lipiec 2019 10:54