Jacek Wójcicki

13 lutego na scenie Bielskiego Centrum Kultury w walentynkowo-ostatkowym koncercie wystąpił tercet: Olga Bończyk, Jacek Wójcicki i Marcin Wyrostek, którym towarzyszyła Bielska Orkiestra Festiwalowa pod batutą Andrzeja Marko. W repertuarze nie zabrakło arii operetkowych i międzywojennych szlagierów.

 

Roman Anusiewicz: Jesteś znany w całej Polsce, twój niepowtarzalny głos, sposób śpiewania. Nie wszyscy natomiast pamiętają jakie były Twoje początki. Przypomnij nam, jak zaczęła się Twoja kariera?
Jacek Wójcicki: To było w zamierzchłych latach 80. Zdobywanie popularności i sympatii widzów odbywało się małymi krokami, nic nie stało się nagle. Dużo występowałem wówczas w telewizji i z pewnością to mi bardzo pomogło, bo jak wiesz, w tamtych czasach, to głównie telewizja „robiła” twarz. Piosenka “Sekretarka” w oparciu o tekst K.I.Gałczyńskiego, film „Ostatni dzwonek” Magdy Łazarkiewicz i kreowana tam rola świra, postać pana Tenorka - dziecięcego bohatera telew-zyjnego, kabaret Olgi Lipińskiej, późniejsza Gala piosenki biesiadnej Zbyszka Górnego, wys-tępy w benefisach w Teatrze Stu. Od tamtego czasu śpiewam, występuję jeżdżąc po kraju, nie będąc nigdzie na etacie.

Teatr, film, kabaret, piosenka - w czym czujesz się najlepiej, czy może starasz się scalić te wszystkie elementy, aby być bardziej rozpoznawalnym. Czy wykorzystujesz swoje umiejętności aktorskie w piosence?
J.W.: Jestem aktorem, ale najczęściej zapraszany jestem do śpiewania, natomiast niezaprzeczalnie aktorstwo bardzo mi w tym pomaga. Świadomość tego, co robię na scenie, o czym śpiewam, plus możliwość okraszenia tego wszystkiego jakąś opowieścią wokalną i ruchem scenicznym, atrakcyjnym przekazem. Tym głównie się zajmuję od kilkudziesięciu lat. Jeżeli chodzi o typowe aktorstwo dramatyczne, to również jest gdzieś obok mnie - w chwili obecnej gram w dziecięcym spektaklu muzycznym „Pan Tenorek i błękitny balonik” w Teatrze Kamienica [prywatny teatr w Warszawie pod dyrek-cją. Emila Kamińskiego - przyp. red.], w którym śpiewam dwa- naście piosenek, a więc znowu aktorstwo i piosenka.

Młynarski, Przybora, Zabłocki - to tyko niektórzy z autorów tekstów wykonywanych przez Ciebie piosenek. Czy piszesz także teksty sam dla siebie?
J.W.: Nigdy nie pokusiłem się o napisanie własnego tekstu, nie mam ku temu jakiś specjalnych zdolności, więc ze względu na dużą ilość istniejącej już wokół grafomanii, nie odważyłbym się wypuścić własnego tekstu.
Wybieram natomiast te, które mnie zainteresują, zafascynują. Jako aktor lubię teksty, które opowiadają jakąś historię zaklętą w trzech, czterech zwrotkach, mikroteatrzyki opowiadające
o jakiejś przygodzie, miłości, tragedii, wydarzeniu.

Muzyka wypełnia prawie cały Twój czas, czy bywają jednak momenty, kiedy masz ochotę nieco od niej uciec w swego rodzaju ciszę, sport, zainteresowania, niespełnione marzenia z dzieciństwa?
J.W.: Muzyka jest wszechobecna i trudno czasem od niej uciec. Zdarza mi się natomiast czasami podróżować pociągiem w tzw. wagonie ciszy, która przecież jest też, swego rodzaju muzyką. Warto niekiedy dla higieny wsłuchać się w swoje własne myśli. Nie lubię natomiast głośnej muzyki, która działa na mnie deprymująco, źle się czuję w dużym tłumie i w nadmiarze muzycznych megawatów.
Odpoczywam więc w ciszy, czytając kryminały, jestem fanem krzyżówek, nart zimą i chlapania się w ciepłych wodach latem. Nie jestem typem sportowca, ani odludka, ale często uciekam w tego typu oazy, gdzie dobrze czuję się sam ze sobą.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany sobota, 04 kwiecień 2020 20:55
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl

reklama
reklama