O felietoniście, który zaciskając węzeł coraz bardziej go rozwiązywał...

grudzień 11, 2019 1038

„Pisanie jako funkcja myślenia” – pamiętam jak przed laty bardzo zaskoczyła mnie… he… he… nieopierzonego… he… he… gryzipiórka tym stwierdzeniem Manuela Gretkowska. Jak to? – pomyślałem, czytając. – To czynność bardziej intelektualna, bardziej „mózgowa” niż intuicyjna, a więc nie przyjemność, rozrywka w nadawaniu komunikatu, a jednak myśl, prymat myśli, tak w sposobie jej formułowania (nadania jej formy), przygotowania pojemnego naczynia, w które autor – jednocześnie?! – wlewa treść, by myśl owa, formę stanowiąca, była granicą formalną i treściwą… no właśnie… a to opowieścią… a to prowokacją – nie w intencji czystej formy (nawet!), ale ową słynną – nie tylko pod naszą szerokością geograficzną – prowokacją do myślenia.

Żyjemy w epoce dosłowności. Skróty ikoniczne zastępują słowa, hasła (puste w powtarzalnym patosie) coraz częściej wypierają elementarną logikę, tak jak sztandar ideologii próbuje zawłaszczyć, zdegradować i przesłonić przyzwoitość. „W macicy wielkich narodów – pisze w „Dzienniku galernika” laureat Literackiej Nagrody Nobla Imre Kertesz – zawsze coś dojrzewa; w wielkich językach zawsze trafia się jakaś wolna struna, którą pisarz może potrącać bez ryzyka, że zniszczy cały instrument”. To, że słowa wypowiedziane przez Olgę Tokarczuk kilka lat temu w odniesieniu do napisanego przez nią utworu, no – przecież nie historycznego, chociaż zanurzonego w historii, toć literackiego, a więc takiego, który powinien skłaniać do myślenia, prowokować do podjęcia czytelniczej rękawicy w walce z kliszami samozadowolenia są teraz, na zasadzie wyrwanego kontekstu, cytowane w zmanipulowanej formie do znudzenia przez tzw. „media… he… he… publiczne” doprowadza do miłych gestów w postaci listów święcie oburzonych Czytelników kierowanych do mnie, biednego żuczka prowincjonalnej felietonistyki, jako argumentów kontrujących. „Noblistka – pisze Pan Marek – studzi radość (z otrzymania nagrody) i dowala swoim rodakom jakoby każdy z nich popełnił wiele niecnych czynów nie wyłączając mordu, niewolnictwa etc. (…)”. To, że biali kolonizatorzy, kowboje, tudzież inni Angole przerobieni w Amerykańców mordowali Indian nie znaczy, że każdy, ale to każdy Amerykanin jest be. To, że w Polsce dawnej była pańszczyzna – rodzaj niewolnictwa jednak, chyba nie popełniam nadużycia? – nie znaczy, że każdy Kowalski trzymał w swojej zagrodzie Kunta Kinte.

„Artysta nie ma innej możliwości niż mówić prawdę – zaznacza Kertesz – i niech tę prawdę mówi radykalnie.” To taka moja, na poły „artystyczna”, jak zawsze, w zastosowanej formie, prowokacja nakłaniająca do zachowania zdrowego rozsądku, zwanego w pewnych kręgach myśleniem. Wielkie społeczności potrafią przyznać się do błędu, na tym między innymi polega ich, umocowana w teraźniejszości, wielkość. Ale cóż… podobno cały czas „dochodzimy do prawdy, jesteśmy o krok od prawdy”… już… już… zaraz… zaraz… tyci… tyci… w spiskowych teoriach dziejów szeregowego posła, gdy ja, postać na poły literacka spytam cichutko: Gdzie jest wrak? – postać z fe lie tonu (lie – po angielsku: kłamstwo). Bez owijania w bawełnę – jak na jakiejś plantacji. Tak czy siak, lepsze odznaczanie naszych skoczków pod koniec sportowego widowiska przez rozpoczynającego kampanię wyborczą pana prezydenta, niż zaproszenie na „audiencję” przez premiera dumnego narodu kosmopolitki, ujmującej w swojej twórczości uniwersalne doświadczenie ludzkie, która dostała „jakiegoś tam nobla”?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Ostatnio zmieniany sobota, 11 kwiecień 2020 22:24
reklama
reklama