Płatnerz z Bystrej

Wiesław Frączek - rekonstrukacja strzelby "cieszynianki" Wiesław Frączek - rekonstrukacja strzelby "cieszynianki" fot. Roman Anusiewicz

Z zawodu jest mechanikiem samochodowych, lecz od ponad 20 lat zajmuje się nietypowym i zamierającym rodzajem rzemiosła. To co robi wynika z pasji i jego dziecięcych marzeń o rycerskim fachu.


Roman Anusiewicz: Co skłoniło Pana do zajęcia się płatnerstwem i kiedy zaczęła się Pana przygoda z bronią?
Wiesław Frączek:
Temat broni, szabel pojawił się chyba już w dzieciństwie. Jak większość małych chłopców miałem zacięcie rycerskie, marząc o zabiciu złego smoka. Później, w czasie odbywania służby wojskowej, zdobywałem swoje pierwsze doświadczenie pracując w rusznikarni. Kolejne moje spotkanie ze starym orężem miało miejsce w “Antykach” w Bystrej, gdzie odnawialiśmy stare szable i broń. Ponieważ moja fascynacja tradycją, rangą szabli i broni w dawnych polskich rodzinach była coraz większa, postanowiłem zająć się tym na poważnie. Moją szczególną ciekawość budziły dawne rozwiązania konstrukcyjne, z jakimi musieli zmagać się nasi przodkowie.

Płatnerstwo to praca czy pasja?
W.F.:
Przede wszystkim pasja i hobby. Staram się wykonywać rzeczy, których już nie ma, które zaginęły na przestrzeni wieków. Wyszukuję w internecie ciekawe zdjęcia starej broni i ją właśnie odtwarzam. Skupiam się na tym, aby stworzyć kolekcję, którą potem wykorzystuję w formie np. wystawy lub rekonstrukcji historycznych wydarzeń, w jakich uczestniczę wraz z zaprzyjaźnionymi stowarzyszeniami. Swego czasu dużo współpracowałem z "Beskidnikami." Razem z żoną przebieraliśmy się w zbójnickie stroje i wspomagaliśmy ich podczas pokazów. Jesteśmy też zapraszani na pokazy rzemiosła lub odbywające się już tradycyjnie w wielu miastach "Noce muzeów". W niedalekiej przyszłości mam zamiar stworzyć ogólnodostępną wystawę dotyczącą broni od średniowiecza do II wojny światowej.

Czy płatnerstwo to jedyna pasją, której się Pan oddaje?
W.F.:
Nie, nie jedyna. Zajmuję się również malarstwem i grafiką. Swego czasu pracowałem także w Studio Filmów Rysunkowych. Wtedy głównym moim mistrzem, którego podpatrywałem był prof. Wiktor Zin. Program "Piórkiem i węglem" ogromnie mnie fascynował. Do dzisiaj posługuję się tą specyficzną techniką.

Co można odnaleźć w bogatej kolekcji Pana zbiorów?
W.F.:
Wykonuję oczywiście głównie broń białą, czyli szable, miecze, zbroje lecz także broń palną i armaty. Oprócz tego elementy rynsztunku i oporządzenia, czyli pasy, ładownice, a nawet stroje. Wszystko, co u mnie powstaje to repliki z okresu XVI w. Czas ten szczególnie wpisał się w historię naszego regionu ze względu na słynną potyczkę ze Szwedami.

Na podstawie jakich źródeł odtwarza Pan swoje repliki?
W.F.:
Korzystam np. z rysunków Szymona Kobylińskiego, z publikacji w internecie, odwiedzam muzea, gdzie wyszukuję interesujące mnie przedmioty, odnajduję opisy starych technologii. Korzystam też z bezpośrednich konsultacji dotyczących wytwarzania broni. W Krakowie miałem okres edukacji, gdzie spotykałem się ze znawcami broni z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam właśnie słuchałem ocen i sugestii, które wpłynęły na proces kształcenia się w tym kierunku.

Jak wygląda sam proces tworzenia broni lub zbroi?
W.F.:
W swojej pracy korzystam oczywiście z nowych narzędzi typu szlifierka, wiertarka, staram się jednak zawsze zachować starą, tradycyjną technologię. Wszystko wykonuję ręcznie na zdobieniach kończąc. Wiąże się to z wytrawianiem, cyzelowaniem, rytowniem. Aby powstało coś, co wiernie odda minioną epokę, potrzebny jest niewątpliwie upór i nie poddawanie się, gdy coś nie wychodzi od razu. Ważna jest także umiejętność krytycznego spojrzenia na swoje dzieło. Myślę, że wszystkie te cechy posiadam.

Kto najczęściej korzysta z Pańskich usług?
W.F.:
Najczęściej korzystają z mojej broni grupy rekonstrukcyjne, których jest coraz więcej w kraju. Zdarzają się też prywatni kolekcjonerzy. Zamawiają najczęściej coś, czego brakuje im w ich kolekcjach.

Czy ma Pan dużą konkurencję w tej branży?
W.F.:
Myślę że tak. Jest nas coraz więcej. Biała broń staje się ogólnie dostępna, dlatego wolę się skupić na rzeczach, których nie ma. Nie można ich zdobyć, kupić, są tylko gdzieś w muzeach. Zdarza się np. że szabla występuje w Europie tylko w 2-3 egzemplarzach. Jest to dla mnie dodatkowa mobilizacja i bodziec do pracy.

Czy broń, którą Pan wykonuje jest niebezpieczna?
W.F.:
Jeśli chodzi o broń dekoracyjną są to typowe atrapy, które nie są przeznaczone do cięcia i walki. Jeśli np. przygotowuję coś dla grupy rekonstrukcyjnej na potrzeby pokazu, gdzie trzeba coś przeciąć lub przebić, to wtedy używam odpowiedniej jakości stali, z której się robi broń ostrą.

Na co zwraca Pan szczególną uwagę podczas procesu tworzenia?
W.F.:
Broń trzeba robić z sercem. Nie ma czegoś takiego jak robienie broni na sprzedaż, czy pod konkretną wystawę. Skupiam się głównie nad tym, że trzeba dokładnie od-tworzyć dany egzemplarz. Efekt mojej pracy widoczny jest dopiero na końcu, a jeżeli dodatkowo włożone jest w to serce, to wtedy dopiero można osiągnąć zamierzony cel. Jeżeli nastawimy się na handlową ilość, wtedy broń nie będzie emanować antykiem, będzie tylko kiepską kopia oryginału.

Czy oznacza Pan jakoś swoje miecze?
W.F.:
Staram się nie umieszczać swoich znaków. Z tego co wiem od klientów, to moja broń i tak jest dość charakterystyczna i rozpoznawalna.

Czy znajdzie się w Pana kolekcji rzecz, z którą nigdy by się Pan nie rozstał?
W.F.:
Tak, mam coś takiego. Jest to replika strzelby "Cieszynki". Nasza rodzima broń, powstawała w XVI wieku w Cieszynie. Jest to bardzo charakterystyczna strzelba tzw. ptasza, inkrustowana masą perło-wą, bardzo bogato zdobiona.

Co uważa Pan za swój największy sukces?
W.F.:
Mogę się pochwalić, że jeden z moich mieczy jest obecnie na Wawelu. Zrobiłem go na zamówienie tamtejszego kustosza. Jest to miecz półtoraręczny (tzw. półtorak), wykonany wg. Rysunku, jaki mi dostarczono. Miałem też zamówienia ze Stanów Zjednoczonych, głównie na potrzeby różnych parad i uroczystości. Tam, na nowo odkrywają polską husarię i związane z tym oręże. Zwracają się do mnie także ośrodki kultury, które organizują różne inscenizacje historyczne i potrzebują np. szable husarskie lub w typie węgierskim.

Ma Pan jakieś ukryte marzenia związane z tym rzemiosłem?
W.F.:
Chciałbym, aby rzeczy związanych z naszą lokalną historią, były bardziej promowane na zewnątrz. Kuźnia jest cały czas otwarta; można obejrzeć tu stare narzędzia, których jest coraz więcej. Oprócz tzw. broni białej znajdują się tutaj również rzeźby, grafiki oraz obrazy które maluję. Inspiruję się Fałatem, dlatego oprócz obrazów olejnych, wykonuję bardzo dużo akwarel. Chciałbym bardzo, żeby to wszystko po prostu przetrwało.

Co potrzebne jest komuś, kto chciałby pójść w Pana ślady? W.F.: Przede wszystkim ogromna pasja, samozaparcie, odrobina samokrytyki. Potrzebne są zdolności manualne i wiedza. Trzeba sięgać do źródeł, do archiwów, do opracowań nie tylko współczesnych, ale również starszych, międzywojennych, gdzie jest wszystko rzetelnie opisane.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 09 grudzień 2019 08:53
Roman Anusiewicz

Operator filmowy. Fotoreporter - kameroman@op.pl

reklama
reklama